

Urodziłem się zwyczajnie, w miejscu w którym rodziło się wiele dzieci. Moje przyjście na świat z pewnością było dla mnie zaskoczeniem i sądzę, że nie udawałem zadowolenia, tylko zaniosłem się głośnym płaczem, jak to zwyczajnie robią wszystkie noworodki. Potem z pewnością były spacery w wózku przez park i po ulicach i wreszcie pierwsze samodzielne kroki. Na niektóre z tych wydarzeń mam dowody w postaci fotografii. Zatem byłem dzieckiem i nie można temu zaprzeczyć. W pierwszej szkole niczego dobrego się nie nauczyłem, gdyż pisać, czytać i liczyć potrafiłem już w wieku lat pięciu. Potem było Liceum Plastyczne w Zakopanem, tani alkohol, papierosy, muzyka nocą, dziewczyny i był Hasior, który mieszkał piętro niżej. Następnie studia na Wydziale Rzeźby krakowskiej ASP. Wielki czas na przemyślenia i poszukiwania. Gdyby nie Kantor którego wtedy spotkałem i byłem na kilku krakowskich premierach jego sztuk, czas ten uważałbym za stracony. Godzinami przesiadywałem w antykwariatach poszukując starych fotografii na których ktoś kiedyś utrwalił na zawsze ułamek czasu. Litowałem się nad zatrzymanymi w kadrze ludźmi i zacząłem budować moje relikwiarze. Przyszedł czas na wystawy, stypendia, wyjazdy. Nie liczyłem ile tego było, coś ponad setkę, nie istotne. Jeszcze twardy kamień, z którego rzeźby postawiłem w kilku europejskich krajach i w dalekiej Nowej Zelandii. Świat jest coraz mniejszy, bo dzięki technice wszystkiego się o nim można dowiedzieć. Hasior powiedział mi kiedyś, że artysta powinien być jak dziecko, dziwić się temu światu. I mi, jak dziecku, ta sztuka się udaje i wciąż z dziecięcą naiwnością wierzę…
Byłem kiedyś dzieckiem
pamiętam
byłem dzieckiem…
wiem że byłem
Mam fotografie
i czuję jak mnie boli
rozbite kolano
Co noc budzę się ze strachem
że oni wszyscy umarli
moi drodzy opiekunowie
którzy wtedy
obdarzyli mnie choć jednym
nieobojętnym uśmiechem
A ja nie zdążyłem podziękować
i oddać im
ten uśmiech
Ale byłem wtedy dzieckiem
naprawdę
możecie mi wierzyć
byłem
Nie zawsze wyglądałem
tak jak dzisiaj
Miałem krótkie spodenki
musiałem również mieć łopatkę
i wiaderko
na pewno
to jest na fotografii
Miałem rowerek trójkołowy
był mój
mój własny
chyba mój
to też jest na zdjęciu
Byłem dzieckiem
mam na to dowody
2003
„Relikwiarze” to cykl prac które zacząłem wykonywać w połowie lat osiemdziesiątych, pod koniec studiów na Akademii. Zaczęło się od wędrówek po krakowskich antykwariatach gdzie do dziś znaleźć możemy dziesiątki tysięcy nikomu niepotrzebnych, anonimowych fotografii. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego ktoś pozbywa się zdjęć, pamiątek rodzinnych, dlaczego pamięć o ludziach tak szybko i ostatecznie ginie? Gdzieś bywa przerwana nić łącząca przeszłość z dniem dzisiejszym. Gdzieś kiedyś ktoś komuś nie opowiedział historii osób ujętych na czarno-białych obrazkach i tak wszyscy ci sfotografowani, choć byli z najbliższej rodziny i kręgu znajomych czy nawet przyjaciół, choć wiązały się z nimi emocje i tajemnice, stali się anonimowi i obojętni. Zniknęli za zasłoną zapomnienia i dlatego całe albumy trafiały na antykwaryczne półki. Nieważni, zaginieni. Mieli swoje radości i smutki, dotknęli materii i czasu i jedyny ślad który po nich pozostał, to wizerunek na nikomu niepotrzebnej fotografii. I jest jeszcze materia która im towarzyszyła. Te fragmenty, strzępy i kawałki ich świata. Śmieci wyrzucone na strychy gdzie kurz stoi nieruchomy i nikt tam nie zagląda. Zresztą po co? Życie dniem dzisiejszym ma niewątpliwie swoje zalety. Zmusza do realizmu, do twardego stania na ziemi i wypatrywania przyszłości. To dziś budujemy swój dobrobyt. A jednak czasem warto spojrzeć wstecz. Ja ożywiam ich, w relikwiarzach, w miniaturowych muzeach pamięci.
„Na strychu”
Czas
Tak samo jak woda w kałuży
Zatrzymał się tutaj
I nie płynie
Topiąc w sobie wspomnienia
Pod pretekstem przedmiotów
Rozrzuconych byle gdzie
Nawet zapach
W drobinkach kurzu
Zawiesił się w powietrzu
Taki sam
Światło przez grube pajęczyny
Włamuje się
Na ten nieporządek
Pieczętując go jasną plamą
Na zawsze
Na zawsze pozostanie
Z wyrwanymi guzikami oczu
Ślepy miś
Zdruzgotana armia w pudełku
Która broniła
Szańców dzieciństwa
Pokonana ostatecznie przez czas
Każący nieubłaganie dorastać
Wózek
Z martwą lalką
-Jak ona miała na imię?
I rozsypane koraliki
Którymi bawią się już tylko pająki
W lustereczku
W plastikowej oprawce
Czyjaś twarz
A nie można tam dojrzeć niczego więcej
-”Lustereczko, powiedz przecie…”
Czy oni żyli naprawdę
Ci wszyscy bohaterowie bajek?
Jeśli tak
To istnieje śmierć
I ona teraz
W płaszczu czarnym
Bawi się
Przebrana za Zorro
W zapominanie
2003
z tomu „Spóźniony skowyt”, wydawnictwo Miniatura, 2015

Piotr Bies, „Autoportret”

Piotr Bies, „Księga II”

Piotr Bies, „Śniadanie na trawie”

Piotr Bies, „Łóżeczko”

Piotr Bies, „Konik”

Piotr Bies, „Ubranie”

Piotr Bies, „Zegarek”

Piotr Bies, „List”

Piotr Bies, „Anno aetatis suae II”
